Wielkie lasy we wschodniej Rosji, zwane tajgą, są tak ogromne, że do dzisiaj zachowały się tereny, na których nigdy jeszcze nie stanęła stopa człowieka. Na ich obrzeża, w okolice jeziora Bajkał wybrał się Włodzimierz Dzbeński, mieszkaniec Szczytna.

Syberyjska przygoda
Spartański obóz na wyspie Olchon. Włodzimierz Dzbeński w towarzystwie Buriaków, kórzy zaopatrywali go w ryby

W PODRÓŻY

Włodzimierz Dzbeński, emerytowany strażak, od lat mieszkający w w Szczytnie, połowę minionych wakacji spędził na Syberii.

- Pojechałem tam dobrowolnie – żartuje podróżnik. Nie chodziło mu o sprawdzenie się w ekstremalnych warunkach, bo będąc strażakiem, ma to już za sobą. Teraz chciał zobaczyć przyrodę w naturalnym, nieskażonym środowisku i zamieszkać pośród niej, oddzielony tylko płótnem namiotu.

Na kontynent azjatycki wybrał się podczas panowania krótkiego, ale gorącego lata. Do Moskwy, skąd dalej miał jechać transsyberyjską koleją, dotarł bez kłopotów, ale mało brakowało, by tutaj skończył swoją podróż. Mając sporo czasu, oddał bagaże do przechowalni i poszedł zwiedzać miasto. Gdy wrócił, dworzec otoczony był policyjnym kordonem. Nikogo nie wpuszczano do środka, bo odbywały się ćwiczenia antyterrorystyczne. Jakimś cudem udało mu się jednak przebłagać jednego z funkcjonariuszy i w ostatniej chwili zdążył wsiąść do transsyberyjskiej kolei. Na pokonanie trasy Moskwa – Irkuck potrzebuje ona czterech bitych dni.

- Czas spędza się w przedziałach - kuszetkach praktycznie na leżąco, a jedynym urozmaiceniem są wypady na mijane dworce – opowiada pan Włodzimierz. Na niektórych z nich pociąg zatrzymywał się na dłużej i wtedy można było wyjść na zewnątrz, aby rozprostować kości, czy zaopatrzyć się w produkty żywnościowe u dworcowych „babuszek”. Oferowały one miejscowe przysmaki.

- Gdy już wjeżdża się na ogromny obszar Syberii, nie widać jakichkolwiek pól uprawnych, a jedynie niekończącą się tajgę – relacjonuje podróżnik. Na przybyszu kraina zrobiła jednak wielkie wrażenie, zadziwiła swoim bezkresem.

STOLICA

Pierwszym etapem podróży był Irkuck, jedno z największych miast na Syberii i jej nieformalna stolica. Wszystko wokół jest ogromne, rzeka Angara, nad którą leży miasto ma ponad pół kilometra szerokości, że aż trudno uwierzyć, że są to wody płynące.

W Irkucku lato trwa praktycznie dwa miesiące, ale zaczyna się od razu 30-stopniowymi upałami, a później dochodzącymi nawet i do 35o C. Przerywają je krótkie, intensywne deszcze, dlatego też przyroda, gdy tylko obudzi się do życia, rozwija się błyskawicznie i z końcem sierpnia wydaje plony. Miejscowi na okres lata przenoszą się gromadnie do da daczowisk rozlokowanych wokół Irkucka i uprawiają tam warzywa, towar na Syberii bardzo deficytowy. Miasto jednak się nie wyludnia, bo wówczas masowo zjawiają się turyści. Na chodnikach widać tłumy, ulice są głośne i ruchliwe. Głównymi traktami Irkucka są ulice Marksa i Lenina, ale tu uwaga, bo tę pierwszą uświetnia ogromny pomnik, ale nie Marksa, a... imperatora cara Aleksandra III. Wzdłuż głównych traktów działają liczne bary, kawiarenki, restauracje, są nawet stragany bazarowe. Obecna zabudowa miasta jest murowana, ale nawet w centrum spotyka się drewniane i kolorowo malowane domy, które cechują się przepiękną z cyzelowanymi szczegółami architekturą, przyćmiewającą nawet nowsze i najnowsze budownictwo.

- W Irkucku jest nawet ulica Powstańców Polskich, ale w dzisiejszych czasach nie mieszka tu wielu naszych rodaków – relacjonuje pan Włodzimierz.

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.